Zobacz jak w grecji robią mięso mielone z kabaczkiem. Nie mogę się najeść!Składnikimięso mielone - 600 gkabaczek - 1 sztukajajka - 2 sztukicebula - 100 gczos Co zjeść na śniadanie żeby się najeść? Fit śniadanie – jajka Bogate w białko i bogactwo ważnych witamin i minerałów, takich jak selen i ryboflawina, jajka są prawdziwą potęgą jeśli chodzi o odżywianie. Dzięki wysokiej zawartości białka jajka jedzone na śniadanie mogą zmniejszać apetyt, co znacznie przyspiesza odchudzanie. Jak odebrac Big Maca za darmo? Promocja na darmowego burgera w McDonalds trwa do 8 lipca 2022 r. …. Kupić 3 promocyjne butelki Coca Cola (musi być specjalna etykieta z kodem) Przepisać kod w aplikacji Coca Cola – więcej o samej aplikacji Coca Cola. Wygenerować unikalny kod bouchera na Big Mac. Co opłaca się kupić w McDonald? Jak się najeść za 10 zł w MC? Do każdego zamówienia można pokazać kupon na darmowego hamburgera lub darmowe lody. Kupony można zdobyć wypełniając ankietę na oficjalnej stronie. Dzięki tej metodzie za 10zł możemy zamówić 2 ciastka, 2x średnie frytki i np. 3 hamburgery i lody. Ile zarabia 1 Jak dostać złotą kartę McDonald’s? McDonald's: Konkurs na złotą bonifikartę. Aby móc je otrzymać, należy wziąć udział w konkursie „Double Peel” w ramach McDonald's Monopoly 2022. Jak się najeść mało kalorii? Najmniej kaloryczne warzywa to: ogórek, pomidor, rzodkiewka, sałata, cukinia, szpinak, a także papryka, kalafior, kapusta, brokuły, marchew czy seler naciowy. Z uwagi na niską energetyczność i bogactwo składników mineralnych, można jeść je w niemal nieograniczonych ilościach.Jak jeść mniej kalorii . Najlepsze jedzenie w Krakowie? Makaron, pierogi czy burger? Opinie Sprawdź, gdzie można dobrze zjeść w Krakowie. Zebraliśmy firmy z branży gastronomicznej, które znajdują się w sąsiedztwie. Między innymi mogą się wśród nich... 29 lipca 2022, 8:40 Najpiękniejsze życzenia i wierszyki urodzinowe 2022. Zabawne i oryginalne, dla rodziny, przyjaciół i znajomych! Oto najpiękniejsze, oryginalne wierszyki i życzenia jakie możemy komuś złożyć z okazji urodzin. Składanie życzeń urodzinowych jest tradycją, którą chyba każdy z... 29 lipca 2022, 8:14 Tak gotują Koła Gospodyń Wiejskich! Zobacz pomysły na letnie dania jak u babci. To prawdziwy smak dzieciństwa [PRZEPISY] Knedle ze śliwkami, zupa szczawiowa, drożdżowe racuchy, pierogi z truskawkami, młode ziemniaki z koperkiem popijane zsiadłym mlekiem. Pierogi z serem na słodko,... 29 lipca 2022, 7:48 Najstarsza pstrągarnia w Europie Środkowo-Wschodniej znów działa. Pstrągarnia „Rózin” w Dubiu to miejsce wyjątkowe Był rok 1850, kiedy to hrabia Potocki, z pewnością zauroczony wyjątkowością tego miejsca, postanowił założyć tu pstrągarnię. Trudno mu się dziwić – te kilka... 29 lipca 2022, 7:34 Ale luksus! Trufle, szafran, śmierdzący król melonów... Oto najdroższe owoce i dania świata. Słono za nie zapłacisz Czarny kawior, ryba fugu, trufle, chińska zupa z ptasich gniazd... Za te produkty i dania trzeba słono zapłacić. Zazwyczaj trudno je zdobyć albo potrzeba... 28 lipca 2022, 14:55 Kuchnia Hiszpanii: ogon byka i tortilla de patatas. Bartek Kieżun - Krakowski Makaroniarz zdradza przepis i opowiada o hiszpańskich smakach - Hiszpania to nie tylko kuchnia kurortów - mówi Bartek Kieżun, znany również jako Krakowski Makaroniarz, który od dawna rozwija swoje kulinarne zainteresowania... 28 lipca 2022, 12:32 W Chicago nie można chodzić głodnym. Nie, że nie można. Po prostu się nie da. Na każdym kroku jakaś restauracja, fast food czy kawiarnia. Burgery, donuty, Chicago-Style Hot Dog, Chicago-Style Deep-Dish Pizza czy Pulled Pork. W tym wpisie znajdziecie miejsca, które odkryłam podczas tegorocznej podróży. Są tu burgerownie, śniadaniownie, chińskie bufety, najlepsze miejsca z donutami, które podbijają serca lokalsów i nie tylko. Co i gdzie warto zjeść w Chicago? Oto mój mini przewodnik kulinarny po Wietrznym Mieście. Przed wylotem do Stanów przygotowałyśmy sobie z moją siostrą ogromną listę jedzeniową. Chciałyśmy spróbować wszystkiego, a żeby o tym nie zapomnieć wszystko spisałyśmy. Na liście znalazło się w większości to, co niezdrowe. Brownie, Dunkin Donuts, Starbucks, McDonalds, Burger King, Popeyes, Wendy’s, White Castle, żeberka BBQ, prawdziwy amerykański burger, onion rings itp. Pomyślicie pewnie: “ale wariatki, poleciały do Stanów jeść w McDonaldsie”. No właśnie, że nie. Chodziło tylko o spróbowanie, czy taki na przykład Big Mac jest tam lepszy czy nie. I to co mogę Wam powiedzieć, to nie, nie jest. To taki sam syf, jak nie gorszy. Acha, i nigdy, przenigdy nie bierzcie kawy w Macu. Jest okropna. Nie dałyśmy rady zjeść wszystkiego, co planowałyśmy. I nie, nie “zwiedziłyśmy” wszystkich knajp w Chicago. W miesiąc jest to niemożliwe. Jeśli chodzi o jedzenie na mieście, to jadłyśmy mało, ale za poznałyśmy kilka świetnych miejsc, które jak najbardziej nadają się do polecenia innym, dlatego też chętnie się nimi podzielę. Zanim jednak będzie o jedzeniu, to warto powiedzieć sobie o kilku zasadach, które panują w amerykańskich restauracjach. Wchodząc do jakiejkolwiek restauracji, która nie jest fast foodem ani self servisem, należy poczekać na osobę, która powita Was, weźmie od Was informację na ile osób potrzebny jest stolik i do niego poprowadzi. Tak, ta osoba zajmuje się tylko tym. Na początku było to dla mnie mega dziwne, ale po czasie zrozumiałam ten pomysł. Zamiast pchać się przez wszystkie sale i szukać stolika, już na wejściu wiesz czy i gdzie dostaniesz miejsce. Easy! W USA w restauracjach woda jest za darmo. Tak, za darmo. To nie żart, a raczej coś normalnego. Jeśli więc nie macie ochoty na picie Coca Coli, soku pomarańczowego, lemoniady ani piwa, dostaniecie szklankę czystej wody. Jest przyjęte, że napiwek, który zostawia się kelnerowi ma wynosić 10% naszego rachunku. W dobrym świetle jest więc zostawić te 3 czy 4 dolary (lub więcej) niż wyjść udając, że się nie wiedziało. Każda restauracja ma swoje promocje przewidziane na każdy dzień. Jedną z promocji jest to, że w wybrany dzień tygodnia dzieci jedzą za darmo. W Chili’s jest to czwartek, w Grand Dukes – piątek. Jeśli więc słyszeliście o jakimś fajnym miejscu, a jedziecie do Chicago z dziećmi, warto sprawdzić, czy, gdzie i kiedy zjedzą one za darmo. Gdzie warto zjeść w Chicago? – przewodnik kulinarny Eleven City Diner (11th Wabash Street) Jeśli chodzi o burgery to mam dla Was dwa miejsca, w których jadłyśmy takie prawdziwe, amerykańskie olbrzymy. Eleven City Diner mieści się przy 11th Wabash Street i jest typową śniadaniownią, w której zjecie też obiad i kolację. Wpadłyśmy na nią całkowicie przypadkiem, tuż po drobnej wymianie zdań (czyt. kolejnej sprzeczce) związanej z tym, gdzie będziemy jeść. Eleven pojawiło się znienacka i zażegnało nasz siostrzany kryzys. Oczywiście obydwie wybrałyśmy po burgerze z frytkami i po lemoniadzie. Burgery były ogromne, wypadały nam z ust, a sos ciekł nam po brodzie. Ale to nic. Były przepyszne. Mięso dobrze wysmażone, bułka chrupiąca, a cebulka idealnie wysmażona. Polecamy Mexicali burgera z chorizo i salsą meksykańską. O tym, że obsługa była miła nie muszę raczej wspominać, bo tak było we wszystkich restauracjach, w których jadłyśmy. Chili’s Kolejnego burgera zaaplikowałyśmy sobie w Chili’s. Chili’s to taka restauracyjna sieciówka. My zatrzymałyśmy się w lokalu na State Street przypadkiem. Zwiedzanie muzeum i spacer po State St wypompował z nas wszystkie siły. Musiałyśmy się więc posilić jakimś burgerem 😉 I tu znowu obsługa bardzo sympatyczna, a czas oczekiwania minimalny. Burger w Chili’s był trochę mniejszy niż ten w Eleven, ale nie wiem, czy nie lepszy. Domowe, grubo krojone frytki i sos BBQ były idealnym dopełnieniem. Polecam! Popeyes Jeśli już jesteśmy przy frytkach, to jednogłośnie zdecydowałyśmy, że najlepsze frytki są w Popeyes. Jest to fast foodowa sieciówka z kuchnią z Luizjany (a przynajmniej tak się ogłaszają “Louisiana Kitchen”), podobna do znanego nam KFC. Zjemy tu chrupiące i lekko pikantne kurczaczki, ale… największym przebojem tego miejsca są frytki (tzw. Cajun Fries). Grubo krojone, z ziołowymi przyprawami, chrupiące. Rewelacyjne. China Buffet To co w Stanach uwielbiam najbardziej to China Buffet, które możemy spotkać na każdym kroku. O co chodzi? Idziemy do chińskiej restauracji, płacimy 10-15$ (w zależności od miejsca) i… jemy ile chcemy 🙂 Tak, jemy ile chcemy oznacza, że możemy tam siedzieć cały dzień i jeść non stop. Prawdę mówiąc nie próbowałam stawiać sobie takich celów, ale widziałam osoby, którym znajomi donosili kolejne porcje, bo oni sami nie mogli już wstać. Jedzenie w amerykańskich “chińczykach” jest o niebo lepsze niż u nas w Polsce. Jedząc w China Buffet mamy do wyboru wszystko o czym możemy pomarzyć. Ziemniaczki pieczone, frytki, biały ryż, ryż z warzywami, kurczak na ostro, kurczak z warzywami, kurczak w chrupiącej panierce, tysiąc innych smaków kurczaka, wieprzowina, wołowina, krewetki, kalmary, sushi, grillowane warzywa, owoce, ciasta oraz lody. Bardzo możliwe, że o czymś zapomniałam. Acha, jedzenie z China Buffet można wziąć na wynos. Pakujecie do pojemniczka tyle, ile myślicie, że dacie radę zjeść, a następnie na podstawie tego co wzięliście określana jest cena. Grand Duke’s Restaurant (980 W 75th St, Downers Grove) Jeśli zatęsknicie za typowo polskim jedzeniem to nie macie się co martwić. Jest ich w Chicago pod dostatkiem. Jest Staropolska, Barbakan czy Zielone Jabłuszko. My postanowiliśmy spróbować kuchni litewsko-polskiej w Grand Dukes Restaurant. Jest ona oddalona trochę od centrum, ale jeśli będziecie mieć okazję, to naprawdę warto. Porcje są ogromne i jesteście w stanie się najeść samym drugim daniem. Dodatkowo obok Grand Dukes otwarte są delikatesy, gdzie znajdziecie prawdziwy litewski ciemny chleb z kminkiem. Coś pysznego! Portillo’s (100 W Ontario St) Jak każdy wie (a jak nie wie to odsyłam do chicagowskich ciekawostek) Chicago słynie z hot dogów. Podobno najlepsze są w Portillo’s i w fast foodach oznaczonych znakiem “V” na żółtym tle (są to hot dogi z ViennaBeef). My skusiłyśmy się na Portillo’s przy 100 W Ontario St i bezwiednie wybrałyśmy się tam 23 lipca, czyli w National Hot Dog Day. Nie wiem, czy kolejka, którą zastałyśmy jest taka na co dzień. W każdym razie, idzie ona dość zwinnie, a jeśli zamawiacie tylko hot dogi, to nie będziecie długo czekać na zamówienie. Chicago-Style hot dog jest napakowany dodatkami, jest smaczny, ale jeśli chcecie się nim najeść to zamówcie sobie od razu 2 sztuki, gdyż są one dosyć malutkie. Marco’s (6008 W Fullerton Ave) 12 i 11 lat temu bardzo często jeździłam z Tatą do pracy. A że w pobliżu był bar Marco’s, to czasami dostawałam do kieszeni kilkanaście dolarów i szłam po jedzenie. Moim ulubieńcem był Gyros. Cieplutka, puszysta bułeczka z ogromnymi, cienko krojonymi plastrami mięsa, pomidorem i sosem tzatziki jest moim wspomnieniem z tamtych lat. Gdy w tym roku niespodziewanie zaparkowaliśmy pod Marcosem, nie mogłam uwierzyć w to, gdzie jestem. Nie mogłam zamówić nic innego, jak tylko gyrosa. Jego smak nic się nie zmienił. Jest taki, jakim go zapamiętałam. Zmieniła się tylko cena, poszła trochę do góry. Marco’s to nie tylko gyros, ale również Italian Beef, hamburgery, cheeseburgery, kurczaki czy pizza. Jeśli tylko będziecie w okolicach 6008 W Fullerton Ave, to koniecznie zjedzcie u Marcos’a. Gwarantuję Wam, że nie wyjdziecie głodni i zawiedzeni. Italian beef (po lewej) i mój Gyros (po prawej) PorkChop (29 E. Adams St) Pewnego pięknego popołudnia, kompletne wymęczone chodzeniem postanowiłyśmy dać szansę knajpie o nazwie PorkChop z bogatym wyborem kanapek. Ale niech nie zwiedzie Was nazwa “sandwich”. To nie jakieś tam sandwicze, a porządne prawie że burgery. Nasz wybór padł na Pulled Pork Sandwich, do którego serwowane są frytki i pikle. Powiem tylko tyle, bułka podpiekana na masełku, mięso idealnie zamarynowane, pyszne frytki, kwaśny ogórek. Co więcej, to właśnie tutaj znalazłyśmy nasz idealny, ulubiony BBQ sos. Dunkin Donuts Zakończmy na słodko 🙂 Stany słyną z donutów. Oczywiście najbardziej znaną sieciówką jest Dunkin Donuts, ale jeśli pochodzicie trochę po mieście, znajdziecie też prywatne cukiernie zajmujące się wyrobem donutów. My spróbowałyśmy donutów w Dunkinie i w food trucku, gdzie sprzedawane są mini donuty. Szczerze? W Dunkin Donut jedynym pączkiem z dziurką, który wart jest zachodu jest donut oblany czekoladą nadziewany budyniem. Za żadne skarby świata nie bierzcie Double Chocolate Donut. Jest obrzydliwie słodki, a jego smak za grosz (albo za centa – jak kto woli) nie przypomina czekolady. Double Chocolate Donut Beavers Donuts Pochodzę z Krakowa, czyli z miasta gdzie liczba food trucków z tygodnia na tydzień rośnie w zastraszającym tempie. I właśnie przed takim food truckiem stanęłyśmy pewnego dnia, zastanawiając się, czy skusić się na te mini donuty czy nie. I wtedy podszedł do nas chłopak czekający na zamówienie i powiedział, że on prawie codziennie je je i że te z masłem orzechowym i sosem truskawkowym to już w ogóle są obłędne. Dałyśmy się skusić, żeby mieć jakiekolwiek porównanie do DD. I wiecie co? Jeśli będziecie kiedykolwiek w Chicago to znajdźcie chłopaków z Beavers Donuts i weźcie sobie (koniecznie większą) porcję PB&J, czyli mini donutów z peanut butter i strawberry sause. Spróbowałyśmy też Nutella Dream (Nutella i Strawberry Sause), ale nie były one tak zachwycające jak PB&J. A jak Beavers Donuts wypadają w porównaniu do Dunkin Donut? Są o niebo lepsze, bo są domowe, cieplutkie, świeże, puszyste i czuć, że to nie komercha, a pasja dwóch przemiłych chłopaków do ich kuchennej tradycji. Dodatkowo przy Wabash Ave, między Randolph St a Adams St, jest multum restauracji, barów czy klimatycznych kawiarenek. Znajdziecie tu na przykład wegańską kawiarnię z wypiekami czy prawdziwą amerykańską cupcakownię. Możecie wierzyć mi na słowo lub nie – z żadnego spaceru po Chicago nie wrócicie głodni! Jeśli macie jakieś swoje ulubione miejsca w Chicago, podzielcie się nimi w komentarzach. czwartek, września 10, 2015 Unknown 7 Comments Nie jem mięsa. No prawie. Od wołowiny i szynki parmeńskiej ciężko mi się odzwyczaić. A już na pewno nie jadam zbyt często w fast foodach. No chyba, że widzę reklamę że wymyślono jakąś nową kanapkę to czasami zajrzę. Zazwyczaj jednorazowo na parę miesięcy. I mimo że ostatni raz w Macu jadłem jakoś chyba w maju, nie ciągnęło mnie tam z powrotem. Zresztą, do Maca nigdy mnie nie ciągnęło i to nie z powodów o jakich myślicie. Kompletnie nic mnie nie interesuje to co kto mówi na temat zdrowego odżywiania. I mimo, że sam jem tylko zdrowe rzeczy, tak czasami chipsy czy burgera zjeść muszę. Nienawidzę kebabów. Do Maca nie chodziłem z prostej przyczyny. Ich burgery były zawsze dla mnie zbyt delikatne. Na co dzień jestem na diecie wegańskiej, ale jak w końcu najdzie mnie ochota na wołowinę to mam nadzieję zjeść ucztę wikingów. Najlepiej jeszcze żeby było w środku surowe, ale w cuda nie wierzę. W każdej sieciówce mięso jest wysmażone poza oficjalną skalę smażenia. Dobrze usmażyć mięso to sztuka więc nie mam żadnych oczekiwań dla dzieciaków z ulicy, którzy pracują za najniższą krajową na kuchni. Poza samym mięsem kanapki z tej sieciówki kojarzyły mi się z produktami którymi ciężko się najeść a najwięcej odwiedzających to dzieciaki. Przechodząc dzisiaj zauważyłem że mają znowu podwójne McRoyal. To kanapki dla prawdziwych fanów mięsa, 2 duże (jak na standardy) kotlety i 2 plastry sera. A do tego podają jako nowość papryczki jalapeno. I od razu wiedziałem że muszę tego spróbować. No bo wiecie, jeśli burgery to konkretne i najchętniej na ostro. Dlaczego? Ostre walory zawsze podkreślają smak mięsa i raczej nie kojarzą się z McDonalds. Nie zamierzam się tu rozwodzić nad smakiem czy kruchością bułki czy innymi pierdołami. Powiem tylko krótko - W końcu można zjeść dobrego, dużego i wyrazistego burgera. I tyle. Albo aż tyle bo to najlepszy burger jakiego jadłem w MC. I to właściwie tyle. Nie miała to być recenzja burgera bo nie ma nad czym tu się rozwodzić. Dużo mięcha z serem, które w końcu ma dopalacz. Póki co wystarczy. Może zajrzę znowu za kwartał. A może już nigdy. Zobaczymy. Teraz znowu tylko hummus i soja. Dolecieliśmy na Teneryfę. Gdzieś z tyłu głowy mieliśmy świadomość, że nie obędzie się bez degustacji specjałów lokalnego McDo(nald’s). Sprawdzanie smaków oferowanych przez tę sieć w różnych krajach jest tradycją Łukasza. Skwapliwie się pod nią podłączyłam, specjalizując się w ocenie zestawów Happy Meal. Nie spodziewaliśmy się jednak, że natrafimy na restaurację tak szybko! I że tak szybko złapie nas głód, który nakaże rozpocząć wypoczynek w Krainie Owoców Morza od szybkiego wsunięcia produkowanych masowo hamburgerów… Wylądowaliśmy, odebraliśmy samochód, ruszyliśmy w kierunku miejsca noclegu. I zatrzymaliśmy się na trasie w restauracji pod złotymi łukami. Oto zbiór wniosków wyciągniętych z tej wyprawy: 1. LOKALIZACJE LOKALI Według map Google na Teneryfie znajduje się 16 restauracji tej sieci, z czego największe zagęszczenie (6 knajpek) na terenie Costa Adeje i Los Cristianos na południowo-zachodnim brzegu wyspy. Ogólnie rzecz ujmując, nie ujedziesz godziny, nie natrafiając na McDonalda. 2. KLIENCI Zawitaliśmy do restauracji w poniedziałek około godziny 18:00. Na miejscu zastaliśmy trzy znudzone życiem mamy karmiące (szczupłe!) dzieci oraz starszą kobietę chrupiącą w kącie frytki. Lokal, do którego zajrzeliśmy, był otwarty w godzinach 10:00-2:00. Znajdował się ok. 5 minut drogi od lotniska i był ulokowany w okolicy sprawiającej wrażenie dość opuszczonej, zdecydowanie nieturystycznej. Jednak od tego punktu tylko kolejnych 10 minut dzieliło nas do rozwiniętego turystycznie El Medano. 3. JEDZENIE DLA DOROSŁYCH Oddaję głos Łukaszowi, koneserowi McDonald’owych smaków: – Było ok. Cheesburger smakował tak jak wszędzie indziej na świecie (poza Ameryką, gdzie był zwyczajnie niesmaczny). Poza tym wziąłem kanapkę z kurczakiem TEX MEX. Nawiązuje do kuchni meksykańskiej, ale nie widziałem go w Polsce, więc uznałem, że warto spróbować. Słaby, chociaż sos całkiem smaczny. Frytki i cola – klasycznie. Rozmiarowo porcje porównywalne do polskich. 4. ZESTAWY DZIECIĘCE Tutaj także bez zaskoczeń. Na zestaw składa się: 1. Danie główne (McFish, hamburger, cheeseburger, chickenburger, McNuggets); 2. Zapychacz (frytki, happy cherritos, happy zanahorias); 3. Napój (słodkie gazowane, sok tropi lany, woda); 4. Deser (McFlurry M&M,s, owoc, danonino, actimel); 5. Zabawka. Poza tym, według menu internetowego, dziecko poza zestawem Heppy Meal może zdecydować się na przegryzki: 1. Krokiety z szynką; 2. Pokrojonego melona. Zabawki nie stanowią w tym zestawie dominanty. Właściwie to nigdzie nie są zaprezentowane. Ich zdjęć nie ma ani na stronie internetowej restauracji, ani w samym lokalu. Do zestawu dorzucono nam trzy kupony uprawniające do zniżki przy zakupie biletów do wodnego parku rozrywki lub do zoo (zniżka o 3 euro dla każdej osoby; każdy kupon upoważnia do zniżki maksymalnie 4 osoby) oraz maskotkę – uśmiechnięty znak STOP. W pierwszej chwili trudno powiedzieć czy to element skierowanej do dorosłych akcji promującej bezpieczną jazdę, czy jednak reprezentant kolekcji zabawek dla dzieci. To spory kontrast względem, choćby, Japonii, w której z kupna zestawu Happy Meal uczyniono swoisty kolekcjonerski rytuał. JAK WYGLĄDA MCDONALD’S W OSLO? Dopiero szybki rekonesans w kolejnej restauracji – w Puerto de la Cruz – ujawnił, że zabawka była elementem większej kolekcji związanej z promowanym aktualnie filmem animowanym. 5. CENY Zestaw: frytki, cola, kanapka TEX MEX: 8,55 euro (ok. 37 zł) Zestaw Happy Meal: 3,85 euro (ok. 17 zł) Podsumowując: można się najeść. Jednak w knajpie nad brzegiem morza w pobliskim El Medano za 8,5 euro można dostać kawał ośmiornicy w zestawie obiadowym. Chyba bardziej warto ;). by Udostępnij znajomym / Share with friendsPolub na fejsbuku / Like Page Filmy Poczekalnia Rankingi Użytkownicy Zaloguj się Rejestracja 295 Jak za darmo zjeść w McDonald's wymaxiorowany przez 266 użytkowników i 29 gości 0 + - ! kaz6 godz. odpowiedz wow - takie rzeczy to tylko w macdonaldzie:) 0 + - ! adis188 godz. odpowiedz ale i tak chyba przy tym drugim okienku sprawdzają paragon nie 0 + - ! Nickon godz. odpowiedz Tylko, że w Macu przy pierwszym okienku się zamawia, a przy drugim się płaci... Podobne Maxiory Polecamy

jak się najeść w mcdonalds