Proszę powiedz mi co powinienem zrobić Nie ma innej kochanki ja Ty Brakuję mi Twojego uroku, Ciebie w moich ramionach Kochanie porozmawiaj ze mną Powiedz, że kochasz mnie kochanie Możesz być moja jedyną damą Trodin(?) z Tobą do końca życia Czy Ty nigdy nie opuścisz mojej strony Powiedz mi, że kochasz kochanie Powiedz mi, że mnie Tłumaczenia w kontekście hasła "proszę powiedz" z polskiego na angielski od Reverso Context: powiedz proszę, powiedz mi proszę Tłumaczenie Context Korektor Synonimy Koniugacja Koniugacja Documents Słownik Collaborative Dictionary Gramatyka Expressio Reverso Corporate Nekrolog Bartosz Owczarek - wspomnienia, kondolencje. Wejdź i bezpłatnie zapal świeczkę ku pamięci [ Bartosz Owczarek ] Internetowe miejsce pamięci. daj mi proszę daj, daj daj mi proszę daj jeden uśmiech twój chcę byś była tu razem ze mną znów daj mi proszę daj i uśmiechnij się serce mówi tak więcej ciebie chcę daj mi proszę daj, daj od teraz razem jesteśmy już my ja jestem z tobą a ze mną ty proszę kochanie nie mów mi nie powiedz mi, czy kochasz mnie daj mi proszę Kondolencje – przykłady / wzory. “… wniósł tak wiele radości do naszego życia. Nigdy go nie zapomnimy.”. “Anioł Stróż przyjął … pod swoje skrzydła. Jest już bezpieczny.”. “Bardzo mi przykro, gdy słyszę o twojej stracie.”. “Będziemy się modlić za Ciebie i duszę zmarłego/zmarłej … .”. Aniele śmierci, proszę, powiedz mi, Czemu w stosunku do nas jesteś obojętny, Najlepsze są dla Ciebie młode ofiary, Nigdy nic Ci nie zrobiły, a traktujesz je jak psy. Zobacz! . (wersja Bromińskiego) Gdy wyjdę na szczyt Kaukazu,Jak boski wyrok zażąda,Może zginę tam od razuI nie będę cie oglądałAniele mój, Janiele mójMoże Turek szablą krzywąNiewinne skaleczy myśl sama łzy mi płyną,że cie nie zobaczę więcejAniele mój, aniele mój!Może też być nieprzyjemnieTurcy wezną do niewolii łofiarę zrobią zy mniea kto z tobą poswywoli?Aniele mój! Aniele mój!A gdy przyjdę znów do ciebie,Powiedz, miła, gdzie cie szukać?W która stronę krok skierować,I do których drzwi zapukać?Aniele mój, aniele mój!Będę stukał regularnie,A gdy nikt mi nie otworzyZ rywolwiera do drzwiów palne!Może kula drzwi otworzy?Aniele mój, aniele mój!A gdy przyjdę, i broń Bożecię zastanę z jakim draniemzimnym trupem go położętobie sprawię ekstra lanieAniele mój! Aniele mój!Potem zginę z własnej rekiA ty żyć będziesz pamiętaj, za me mękiDo piekła pójdziesz, cholero!Aniele mój, aniele mój!(zwrotki Rentgena) A jak będę miał powracać,powiedz luba, gdzie cię szukać,w którą stronę kroki zwracaći do jakich drzwi zapukać?Aniele mój! Aniele mój!Będę pukał idealnie,a jak nikt się nie odezwie,to się z rewolwera palnie,niechaj sama drzwi oderwieAniele mój! Aniele mój!A jak wejdę, i broń Bożecię zastane z jakiem draniemzimnym trupem go położętobie sprawię ekstra lanieAniele mój! Aniele mój!Potem zginę z własnej rękity żyj sobie, aż dopierokiedy umrę z wielkiej mękiDo piekła pójdziesz, cholero!Aniele mój, aniele mój! Tekst od Celiakii i Iwony. Legenda: inc, incipit - incipit - z braku informacji o tytule pozostaje cytat, fragment tekstu z utworu abc (?) - text poprzedzający (?) jest mało czytelny (przepisywanie ze słuchu) abc ... def - text jest nieczytelny (przepisywanie ze słuchu) abc/def - text przed i po znaku / występuje zamiennie abc (abc) - wyraz lub zwrot wymagający opisu, komentarza (abc) - didaskalia lub głupie komentarze kierownika Tekst piosenki: Aniele śmierci zadam ci pytanie,wiem nie jestem godzien lecz odpowiedz mi na nie, jak tam jest gdzie duszę zabierasz czy bliscy czekają czy ktoś nas wspiera czy zmarli, widzą nasz trud życia czy wiedzą ile drogi do przebycia, kiedy się spotkamy, kiedy przywitamy z ludźmi których nie ma już z nami, nie ma granic, które chcą przekroczyć, aniele nie patrz mi tylko w oczy powiedz, którymi ścieżkami śmierć kroczy, pozwól bym miał po prostu głos proroczy, kiedy staniemy ze sobą twarzą w twarz, i odpowiesz na pytanie, ze me życie znasz, bo taki jest mój staż jako człowieka,jedno wiem że śmierć na nas czeka, wtedy spytasz jakim człowiekiem byłem, co zrobiłem, odkąd się urodziłem, chciałbym by tych slow było mnóstwo, ze me życie to nie było głupstwo, byle nie szybko poznałbym odpowiedz aniele śmierci to była moja spowiedź Amen! Pamiętasz może chłopaka młodego Andrzej miał na imię życia nie miał dość długiego, już nie spotkamy więcej jego ten jeden wypad z kolegami, zakończony nie tak jak się tego spodziewali, został sam w namiocie chciał nudę jakoś zabić, w końcu do tej wody wszedł ona musiała go tam zwabić, niestety z niej nie wyszedł, koniec był właśnie taki x3 Już minął drugi rok od tego wydarzenia, lecz się ciągle nic nie zmienia, bo my dalej pamiętamy, cierpienia jego mamy to jak ubolewała, wiadomość o syna śmierci do niej nie docierała, nie mogła w to uwierzyć cały czas płakała i rozmyślała czemu tak się stało, czemu te jezioro syna jej zabrało, te szukanie odpowiedzi spokoju nie dawało, w końcu się z tym pogodziła i się pomodliła do naszej matki boskiej, aby go chroniła Nie spotkamy również Krzyśka oddajmy hołd za niego od miesiąca kłótnie z żoną nie wytrzymał dłużej tego, w końcu pętla na szyje, ziomek nasz nie żyje, pamięć o nim w sercu mym nie zginie, byłem na pogrzebie widziałem kupę łez, nie mogli wciąż uwierzyć że to życia jego kres, był pracowity bardzo dobry chłopak z nim wesoło zawsze było, lecz od tak w straszny sposób wszystko się skończyło, a on osierocił swoje córy, teraz patrzy na nie z góry, a myślą ze ta miłość zburzy wszystkie mury, Agnieszko siostro ma kochana, przeze mnie nie poznana mimo tego faktu, na zawsze pamiętana, wyszła dusza z malutkiego ciała, powiedz mi gdzie jesteś jak ci jest tam w niebie, chciałbym tak bardzo stać przez chwile obok ciebie, marzenia się spełniają, lecz czemu chwile tak szybko mijają, mijają również kolejne lata a ja wciąż dziękuję,że podołałaś poczuć smak naszego świata, bólu jego nie poznałaś i może dzięki temu, po urodzeniu zamknięto ci powieki, Bóg zabrał cie do siebie obyś żyła To jest Ballada o śmierci, wiec podchodzę do tematu nadal pisze o sobie moje życie temat rapu, ciągle pytania dlaczego śmierć to robi, zabiera nam najbliższych i odbiera życie młodym, mam jedno na głowie, chodzi mi o Mikołaja, to co się tam wydarzyło wie tylko moja mama, mam dwóch młodych braci których kocham całym sercem i jedna siostrę którą kocham razem ponad więcej, miałbym jeszcze jednego tylko śmierć mi go zabrała, nie otworzył nawet oczu, matka już go pochowała, cala rodzina w żałobie, bez wyjątku załamana, nie zdążyła go przytulic, a i tak go pożegnała, teraz ciągle cierpi, dobrze wie ze nie jest sama, to jest Ballada o śmierci o mych bliskich nagrywana i wiec kochana mamo ze nie będziesz samotna, postać Króla DPW to postać łagodna, to postać niezwrotna często tez nie stworna,gdy trzeba KRL to postać potworna, i wiec kochana mamo ze ty tez jesteś mym Bogiem, dla twoich wrogów KRL wiecznym wrogiem, wiem ze każdy z was chce żyć tutaj jak najwięcej ja idę w życie dalej wraz z kolejnym wersem. Ten pierwszy chłopaczyna 23lata, wypadek na motorze, zostawił brata zostawił żonę, dzieci,no matkę czyli rodzinę, no kto by pomyślał ze tak szybko zginie, czas płynie a dzieci wciąż wołają tata, wciąż płaczą nie wiedza czemu nie wraca, no ze taka praca no ile można tak tłumaczyć, ze ten grób jest ich ojca w końcu muszą zobaczyć, tylko że te dzieci niczemu nie są winne, Michał odszedł już go nie ma a tragedię tą przemilczę i wciąż liczę na tylko jedna rzecz Boże, ze wychowasz te dzieciaki jemu kobiecie pomożesz, A ten drugi wiec miłość nie jest święta, zdradzony przez najbliższą na jego szyi pętla, powiesił się chłopak bo tak kochał ją nad życie ona miała go w dupie lubiła podwójne współżycie, odszedł czemu dlatego że miał dobre serce, ze chciał w końcu się zakochać jak w tej wymarzonej scence, ja powiem dlaczego ten chłopak dzisiaj nie żyje, bo chciał kochać był zdradzony i tego nikt nie ukryje. A ten trzeci i 200kilo żywej wagi, dla twej uwagi odszedł 2 lata temu i nie pytaj czemu, choroba ludzi nie wybiera, świętej pamięci Krzysia Anioł już zabiera, był mordą ponad mordy latał śmiało ulicami, by uczcić twoja pamięć Krzysiu dziś to nagrywamy i najgorszy dzień pogrzebu dla jego ziomali, pożegnali go łzami, obstawili grób zniczami no i dziś przyznam, że ten czas szybko leci Krzysiu światłość wieku usta niechaj do końca ci świeci, Ten czwarty, ale to nie był chłopak to było dziecko, 9 lat umarł na raka a to gorsze niż kalectwo, a jego matka myślami jest tam gdzieś z nim chodzą po zielonej łące świeci uśmiechniętych min, gdzie nie ma problemów, bo on dzisiaj tam przebywa, a w sercu swych najbliższych on zawsze bywa i choć wasze serca, dziś nie bite życia pąkiem to wiedz kochana mamo, ze twój syn jest już ANIOŁKIEM Tłumaczenie: Angel of death, I ask you a question, I know I am not worthy but did not answer me, as there is where you take a soul that loved ones are waiting if someone supports us or dead, they see our work life and know how many roads impassable, when we meet, greet the people when they are no longer with us, no limits, who want to cross, angel do not see me only in the eye tell me that death walks the paths, let me have a voice just prophetic, when we stand with each other face to face, and answer the question, with my life you know, because that's my training as a man, one I know that death awaits us, if you ask what kind of man I was, what I've done since I was born, I would like to be a lot of these words, of my life it was not stupidity, only not to have recognized the answer soon angel of death that was my confession Amen! Do you remember a young boy named Andrew had had enough of living a long, no longer meet more of this one outing with friends, ended not as they had expected, was alone in the tent would somehow kill the boredom, finally came to the water she had to lure him there, but unfortunately it did not come, the end was just so x3 Already passed the second year of this event, but nothing is ever changing, because we still remember his suffering as we have it regretted news of her son's death did not reach, could not believe it cried all the time, thinking why that happened, why the lake It took her son, the search for peace did not give answers, in the end come to terms with it and to pray for our Mother God to protect him There also will meet Chris, let us pay tribute to him for a month arguing with his wife could not stand this anymore, in the end loop on the neck, our homie is dead, memory of him in my heart will not die, I was at the funeral I saw a heap of tears, still could not believe it's end of life, was a very good hard-working boy with him was always fun, but from such a terrible way to all is over, and he his orphaned daughter, now looks at it from above, and I think this love will destroy all the walls, Agnieszka sister is loved, not understood by me, despite this fact, for all remembered, came the soul of a tiny body, tell me where you are as you are there in heaven, so I would be for a while next to you, dreams do come true, but why so fast moments pass, pass the following years and I still thank you for podołałaś taste of our world, the pain did not appreciate it and can therefore, after the birth of your closed eyelids, God took you to myself I hope you live It is a ballad about death, I approach the topic continues to write about yourself my life on rap, death still question why it does, takes us to the next and takes a young life, I have one on my head, I mean Santa, what happened there Only my mother knows, I have two young brothers who I love with all my heart and one sister that I love more than more time, I had another one but death took him to me, not even opened your eyes, my mother has buried it, whole family in mourning, without exception, devastated, she could not hold him, and and so he said goodbye, and now still suffers from the well know is not the same, This is a ballad about the death of my loved ones being recorded and so I love Mom you will not alone, the figure of King DPW is mild, the figure Non-returnable or not stworna often when you have North Korea is a terrible figure, and so I love you too, Mom you are my God, for your enemies North Korea's eternal enemy, I know every one of you wants to live here as much as possible I go into further with the next verse. The first chłopaczyna 23lata, motorcycle accident, leaving his brother left his wife and children, no mother or family, no one who would have thought with as quickly perish, time passes and the kids still call my dad, cry still do not know why not come back, well, with no such work as You can explain that this is their father's grave in the end they must see only that these children are not guilty of anything, Michael went off he goes a tragedy that is silent and still count on only one thing of God, that the upbringing of these kids help him a woman, And the other is not so sacred love, betrayed by the closest loop around his neck, the boy hanged himself because he loved her more than life she had liked him in the ass double intercourse, he went so because he had a good heart, he wanted to eventually fall in love as in the dream scene, I tell you why this guy is now dead, I wanted to love was betrayed and that no one can hide. And the third and 200kilo live weight, for your remarks went 2 years ago and do not ask why, people do not choose the disease, the late Christopher Robin Angel takes longer, it was murder murder flew boldly over the streets, to honor your memory today, Christopher Robin is a record and the worst day funeral for his homies, he bade farewell to tears, surrounded the grave candles Well, now admit that the days are gone age Krzysiu light mouth to the end you let off, The fourth, but it was not a boy it was a child, 9 years died cancer is worse than a disability, and his mother is there with thoughts go somewhere with him on the green meadow shining smiling min, where there are no problems, because he now resides there, in the heart their loved ones, it always is, and though your heart, now do not bite This bud of life dear mom know that your son is already an ANGEL Katalog Marta Potrykowska, 2013-01-02KotlaJęzyk polski, ScenariuszeDokąd zmierza każdy z nas? – życie ludzkie w oczach twórcy polskiej sceny hip hopu – Grubsona Pragnąć wyjść zainteresowaniom muzycznym moich uczniów, postanowiłam znaleźć tekst hip hopowy, który nadawałby się do pracy na zajęciach. Mój wybór padł na Grubsona i jego utwór „Na szczycie”. Temat: Dokąd zmierza każdy z nas? – życie ludzkie w oczach twórcy polskiej sceny hip hopu – Grubsona Cele lekcji: • Kształcenie umiejętności wyszukiwania środków stylistycznych: metafora, epitet, symbol, apostrofa, porównanie. • Kształcenie umiejętności wnioskowania, zapisywania rożnego rodzaju notatek: tabela, schemat góry, tekst własny. • Uwrażliwienie na piękno języka ojczystego w tekście subkulturowym. Metody: • Praca z tekstem, • Metoda zajęć praktycznych. Pomoce naukowe: • Ksero tekstu Grubsona „Na szczycie”, • Magnetofon, • Nagranie piosenki, • Tabela ze środkami stylistycznymi do wypełnienia, • Schemat góry. Przebieg zajęć: 1. Na tablicy znajdują się pytania pomocnicze, na które uczniowie muszą udzielić odpowiedzi po przeczytaniu tekstu. a) Wskaż główną myśl utworu. b) Określ nastrój tekstu. c) Określ język utworu. Czy zawiera słownictwo slangowe? d) Czy tekst można uznać za ponadczasowy? Dlaczego? e) Do kogo zwraca się osoba mówiąca w tekście i w jakim celu? 2. Rozdanie uczniom tekstu „Na szczycie” Grubsona. Uczniowie czytają samodzielnie. Następnie wyznaczona osoba lub nauczyciel czyta tekst na głos. Grubson, Na szczycie Jestem tego pewny, w głębi duszy o tym wiem, że gdzieś na szczycie góry, wszyscy razem spotkamy się. Mimo świata który (który) kocha i rani nas dzień w dzień, gdzieś na szczycie góry (szczycie góry) wszyscy razem spotkamy się. Się porobiło czeka to też nas, Ziemia coraz więcej pragnie ciała ludzkich mas, nikt nam nie powiedział, jak długo będziemy żyć, do jakich rozmiarów ciągnęła się będzie życia nić. Nikt nam nie powiedział, kiedy mamy się pożegnać, i ile mamy czekać aby znowu się pojednać, ramię w ramię nawzajem siebie wspierać, rodzimy się by żyć, żyjemy by umierać. Aniele śmierci proszę powiedz mi, czemu w stosunku do nas jesteś obojętny, najlepsze są dla ciebie młode ofiary, nigdy nic Ci nie zrobiły a traktujesz je jak psy. Zobacz ! Ile miłości w każdym człowieku, ni jeden by chciał przeżyć choć pół wieku, i nie jednemu od wielu lat najbliższych ziomów brak, ciężko pogodzić się z tym, ale mimo tego ja i tak: Jestem tego pewny, w głębi duszy o tym wiem, że gdzieś na szczycie góry, wszyscy razem spotkamy się. Mimo świata który (który) kocha i rani nas dzień w dzień, gdzieś na szczycie góry (szczycie góry) wszyscy razem spotkamy się. Gdzieś daleko i bardzo wysoko, gdzie zwykły śmiertelnik nie stąpa tam nogą gdzie spokój, harmonia i natury zew, gdzie słychać szum drzew i ptaków śpiew, wschód słońca pada na twarz, wypełnia twą duszę, którą ciągle masz, Wydaje się tobie, że te uczucie już znasz ale, ono wcale nie jest ci znane. Chociaż było pisane i pisane też jest nam, tak że wszyscy się spotkamy, więc nie będziesz już sam. (nie będziesz) Spotkasz ludzi których tak bardzo kochałeś, choć lata nie widziałeś nadal kochać nie przestałeś. Teraz leżysz na plecach, spoglądasz na błękitne niebo, serce dotyka serca, nie ma szczęścia, nie ma pecha, nikt się nie złości, nikt nie docieka. Człowiek obok człowieka z nurtem płyną jak rzeka, połączeni w jedną całość na samym szczycie góry (Mekka) Jestem tego pewny, w głębi duszy o tym wiem, że gdzieś na szczycie góry, wszyscy razem spotkamy się. Mimo świata który (który) kocha i rani nas dzień w dzień, gdzieś na szczycie góry (szczycie góry) wszyscy razem spotkamy się. 3. Czym jest Mekka? Uczniowie mieli sprawdzić hasło w domu. Dyskusja o znaczeniu użycia tego symbolu w utworze w kontekście całego tekstu. 4. Uzupełnienie schematu góry na dole/ w środku góry zapisujemy, jak jest na ziemi. Na samym szczycie góry, jak jest w innym lepszym miejscu – Mekce. Dlaczego nie jest tak, jak być powinno? – w chmurce ponad górą. Dół/środek góry: Cierpienie Umieranie Odchodzenie bliskich/przyjaciół Samotność Niepewność Złość Pech Szczyt góry: Spokój Harmonia Radość Cisza Miłość Szczęście Chmurka: Brak porozumienia Zanik więzi Nieuchronność ludzkiego losu 5. Powtórzenie wiadomości o środkach stylistycznych znanych uczniom. Wprowadzenie terminu apostrofa. 6. Uzupełnienie tabeli. Uczniowie wyszukują w tekście środki stylistyczne oraz przepisują je po konsultacji z nauczycielem na tablicy, a następnie do zeszytów przedmiotowych. Epitet Apostrofa Symbol Porównanie Metafora 7. Zapisanie tematu lekcji do zeszytu. Uczniowie podczas zajęć mogli zgadywać, czyj tekst omawiają. 8. Wspólne zredagowanie notatki do zeszytu. Tekst Grubsona „Na szczycie” można uznać za ponadczasowy, gdyż dotyczy on spraw doczesnych człowieka, jego życia oraz śmierci. Osoba mówiąca jest bliska każdemu z nas. Traci ona swych bliskich, bez których trudno jej żyć. Autor używa języka zrozumiałego, codziennego. Oprócz środków stylistycznych, zawiera słownictwo slangowe, np. „ziom”. Nastrój tekstu jest smutny, ale tez pełen nadziei, że wszyscy spotkają swych bliskich w lepszym świecie. 9. Wysłuchanie nagrania utworu. Uwaga! Wszystkie materiały opublikowane na stronach są chronione prawem autorskim, publikowanie bez pisemnej zgody firmy Edgard zabronione. DROGA Iść jakby drogą polną Rąk nie chować gdy mokną Słońce witać i żegnać każdego dnia Iść choćby lekko nie było Wsłuchać się w życie, aż miło Z pulsem ziemi obcować sam na sam Ja Tobie wskażę drogę po której prościej Na gruzach życia brać duży rozpęd I na cztery łapy bezpiecznie spadać jak kot Ja Tobie wskaże drogę po której prędko Życia swego będziesz królewną Której oddać można by wszystko nawet cały swój świat Iść na równi z gwiazdami Które świecą między nami jak iskierki które natchnął kiedyś Bóg Iść gdzie światło się pali Tam zapukać nie lękaj się wcale Bo w każdym miejscu są serca otwarte na takich jak Ty ROZDROŻA Powiedz nam boże dokąd wiedzie droga na skrót Czy warto srebrnikami moralność dzielić w pół powiedz mi matko czemu tyle ludzi na dnie zgubiło sens życia pośród zer dziś w płomieniach nocy odkrywam karty swoich dni dziś w płomieniach nocy do zamkniętych pukam drzwi dziś w płomieniach nocy odkrywam karty swoich dziś w płomieniach nocy drogę wybrać pomóż mi powiedz aniele jakich użyć słów kiedy chce odpędzić czarne wrony spośród nagich drzew powiedz mi ojcze powiedz ile jest nadziei w biciu ludzkich serc powiedz żebraku czemu klękasz na zimny bruk kto uwolni cię ze smutnych snów powiedz mi bracie powiedz czy rozpoznasz mnie gdy opęta nasze dusze dziki gniew BIAŁO CZERWONE SERCE Tak się boję tych, którzy wiedzą wszystko Mówią, że zbudujemy lepszą przyszłość Ja nie wiem nic chociaż w głowie myśli tysiąc Komu zaufać mam, to jedno mogę Ci przysiąc Tak się boję tych, którzy krzyczą głośno My porządek zrobimy z tą lub tamtą Polską Wrażliwi poeci, uciekają jak dzieci Tam gdzie pychy milknie głos Tak się boję Polsko co się Tobą stanie Już nie będziesz naszą ziemią niebem piekłem ani rajem Gdy brat brata ma za wroga, żadna wizja nie jest droga Czy idea, W sercu jeden głos – nadzieja Tak się boję Polsko co się z Tobą stanie Z rąk do rąk wędrujesz jak złotówka na straganie Raz w lewo raz w prawo ciągną obce ramiona Biało czerwona zakrwawiona Tak się boję tych, którym wszystko jedno Od nich chroń mnie Panie, swą łaskawą ręką Dziś dusza ma w udręce, a rozum w poniewierce Biało czerwone bije serce BOJĘ SIĘ boję się wojny boję się ludzi prymitywnych boję się ludzi inteligentnych boję się ludzi którzy wierzą, że zrozumieli świat zamiast zrozumieć samego siebie boję się fanatyków politycznych i religijnych opętanych jedną wizją świata boję się ludzi powściągliwych boję się ludzi nieobliczalnych boję się że i mnie ktoś będzie się bał BYĆ SOBĄ Czasem chciałbym lekki jak powietrze być nikogo nie całować nie przepraszać nikomu nie życzyć nic i przezroczystym być jak kartka biała taka marna i mała podarta lub wypalona cała czasem chciałbym jak kamień samotnie w polu stać nie uśmiechać się i nie szczerzyć kłów jak pies z nikim w życie grać i pomalutku jak płatek śniegu wędrować po bezdrożach nieba samotnie do nowego brzegu kałuże liczyć godzinami chcę od rana do wieczora, od wieczora do rana i gapić się w nieznane i szukać co za oceanem marzeń kryje się matowym tłem być w towarzystwie nie jaśnieć blaskiem krystalicznym i sobą być na pewno i sobą być na pewno gdy tylko chce MYŚLI DWIE Dwie myśli za dwa grosze Tyle warte są Słowa które w sercu noszę I nad głową swą Bo świat i tak nie wysłucha ich Choćby wybrzmiewały Przez miliony chwil Dwie myśli delikatne Jak serce z papieru Na świat wydaję Z pośród myśli wielu Niech razem ze mną W tym świecie się chwieją Który rozpaczą jest I nadzieją Dwie myśli wyszeptane Do ucha twego Powierzam w powinności Ojca chrzestnego Póki trwało będzie Piękno i dobro nie umrze nasz świat i myśli nie zbłądzą ŻYCIE PORZĄDEK SWÓJ MA Słuchaj świeczko coś Ci powiem zanim zgaśniesz iż przy Tobie mnóstwo rzeczy dzieje się same piszą się historie, czasem ktoś przeczyta książkę i jasność rozświetla cień Słuchaj wietrze który wiejesz z boską mocą przewracasz drzewa jak z zapałek mur jesteś nam pomocą w żarze słońcu i upale kiedy flauta i nie można płynąć już Życie porządek swój ma, jak dźwięki w harmonii ułożone Wszystko ma swój cel i ład, każdy kroczy własną drogą w inną stronę Słuchaj księgo, mądra księgo tyś uczona Z Tobą iść przez życie chce nie jeden mąż Gdy głupota nas zalewa, jak ocean pustych słów daj nam rozum by właściwy obrać kurs Słuchaj świeczko coś Ci powiem zanim zgaśniesz Ty wysłuchasz choćbyś chciała pójść już spać Ja wierze w ludzi chodź na świecie tyle zła Ponieś pieśnią słowa tam skąd wieje wiatr WOŁANIE DO BRAM SERCA O człowieku z krwi i kości, rzucasz ziarno na swą glebę Na drodze ku wieczności nie po drodze spotkać siebie Kim jestem? Gdzie mnie nie ma? Czego szukam? Czego chcę? To właściwe jest zadanie, to właściwy jest nasz cel Do nie swoich pukam drzwi do nie swoich okien Otwórz dobry gospodarzu, nie daj zmoknąć pod progiem Ja włóczęga do twego serca wołam proste słowa Jeśli chcesz nauczyć się żyć zacznij żyć od nowa Kiedy w oczy Ci się śmieją gdy na baczność trzeba stać Niech nie zadrżą Ci kolana niech nie kapnie Ci łza O nadziejo matko głupich, gdy motyle w nas zakwitną Przez mrok prowadź mnie ulicą i do celu bądź mi nitką NORMALNIE Chodźmy spać, już czas Niepewność jest w nas I wiatr niech gra na szybach bez słów Twój Pies on niech śpi jemu śni się już świt Normalnie niemoralnie Przez ten świat ze mną płyń Powiedz do mnie tylko prościej To co zawsze usłyszeć chcesz Niech nas nie dzieli biała pościel Niech nas napędza życia chęć I niech nam będzie tak zwyczajnie Jak ludzie zwykli mogą mieć Lecz przy mnie stój niebanalnie Jak kompas do brzegu nas wiedź Idźmy w dal ot tak Niech nas szuka cały świat Dwie wódki na stół Wypijemy i już A muzyka taka słodka Idealna na raz Zatańcz ze mną nikt nie patrzy Zatańcz ze mną i już PIOSENKA Z NADZIEJĄ W TLE Dlaczego prosisz mnie wciąż o to samo Dlaczego oczy Twoje wciąż się smucą Tyle szczęścia nam z twych łez nakapało Tyle westchnień, że aż gwiazdy się smucą Bo mi w oczy wciąż zagląda bieda A z tej biedy serce bije mocniej Każdy z nas od losu dostał ile trzeba Każdy jaśniej widzi i prościej Bo ja chcę wierzyć, że będzie nam dane Uwolnić się od trosk, uwolnić się od zła Każdy ma na dnie serca napisane To nie ja, to nie ja, to nie ja To moje życie tak gna Kim jestem i po co w ogóle Oddycham czuję i gram Lub kim będę, i jeśli w ogóle Kimś będę musiał być ja Bo mi w oczy wciąż zagląda bieda A z tej biedy serce bije mocniej Każdy z nas od losu dostał ile trzeba Każdy jaśniej widzi i prościej Bo ja chcę wierzyć, że będzie nam dane Uwolnić się od trosk, uwolnić się od zła Każdy ma na dnie serca napisane To nie ja, to nie ja, to nie ja To moje życie tak gna PODSTAWA ŚWIATA Boisz się płakać, otrzeć łzy Bożą ręką Tęsknić i śnić, być wrażliwym na piękno Boisz się nie wiedzieć i przyznać, że Świata w słowa nie da ubrać się Boisz się uwierzyć, że wierzyć tak można Jak świeczka na stole, jak wierzba przydrożna Boisz się marzyć, że jeszcze w nas trwa Siła, która od zawsze napędza ten świat W którym kochać możesz śpiących ludzi W którym tylko prawda ze snu może zbudzić W którym niebo po cichu woła swoje zamknięte ramiona Boisz się przyznać, że wszystko to kpina Od świtu do zmierzchu, kończy się i zaczyna Tańczysz w niewoli i żyjesz w ułudzie Świecie pozorów i masce cudzych złudzeń Boisz się uwierzyć, że wierzyć też można Jak lampa na stole, jak wierzba przydrożna Boisz się marzyć, że jeszcze w nas trwa Siła, która od lat napędza ten świat W którym kochać możesz śpiących ludzi W którym tylko prawda ze snu może zbudzić W którym niebo po cichu woła Otwórz swoje zamknięte ramiona CZY JEST NA ŚWIECIE MIŁOŚĆ Myślisz co to za choroba gdy w sercu już nie ma ufności to tylko szukanie Boga w świecie cynizmu i zazdrości Myślisz co to za świat co kolorów tęczy nie nasyci serce błogosławione jest w nas pełne czułości I ciszy Czy jest, czy jest na świecie miłość? Czy ją znasz? Widziałeś chociaż raz? jak wielką jest w człowieku siłą bez niej człowiek zimny jak głaz Czy jest, czy jest na świecie miłość? Czy ją znasz? Widziałeś chociaż raz? bez niej życie nic by nie znaczyło bez niej człowiek jak niebo bez gwiazd Myślisz ile jeszcze trzeba modlitw, oklasków i nadziei by z połamanych skrawków nieba zbudować własny raj na ziemi I wołać ile sił w piersi chodź odnowy mocno wieje zbyt dużo w nas twardych pięści zbyt mało miejsca na nadzieje ŻYCIE NIE JEST PO NIC W tej uliczce gdzie dzień wstaje niepotrzebnie W tej uliczce kiedy całe miasto śpi Zdradze Tobie swoja mała przepowiednie Tylko swoją własną drogą warto iśc Nie oglądac sie na wczoraj nie na jutro Nie wybierac wąskich ścieżek, ciemnych bram Do obrazu swego życia dobrac płótno Do posągu swoich marzeń dobrac głaz I uwierzyc ze to zycie nie jest po nic że jest siła która trzyma życia ster stare rany jeszcze zdaza sie zagoic nowe lżejsze staną sie I miec w życiu swoje miejsce swoją przestrzń I miec kogoś kochac bedziesz mógł nie na wiosne nia na lato nie na jesień taką miłośc która żyje az po grób I miec w sobie taka cisze która śpiewa I miec w sobie słowa które w żagle dmą ponad błekit wyżej siegac swego nieba sucha stopa badac zycia nowy lad I uwierzyc ze to zycie nie jest po nic że jest siła która trzyma życia ster stare rany jeszcze zdaza sie zagoic nowe lżejsze staną sie POZA CZAS Jeszcze raz w kolorach tęczy zniknąć Porzucić biel i czerń Życie swe ozdobić nagą ciszą Z serca wyjąć cierń Jeszcze raz wyruszyć w świat za chlebem Za kęsem istnienia Błądzić pomiędzy ziemią a niebem Gdzie przyszłość nie ma znaczenia Jeszcze raz w nieznaną ruszyć drogę Nieznane ujrzeć miasta Monotonię zgubić gdzieś za rogiem Która pleni się i rozrasta Jeszcze raz nadzieję odkryć i zgubić Po falach życia płynąć Na przemiennie bawić się i modlić Życia wpław nie przepłynąć Są w nas jeszcze Myśli które kołyszą się na wietrze Są w nas ciągle Słowa które budzą wojnę Jest w nas świat Znaczonej tali rozdanych kart Jest w nas jeszcze taki świat NIEMORALNY ŚWIAT Po ulicy przechodził dziś smutek szukał niewinnych splecionych dłoni ile mogę dać, by naprawić ten świat i z wdzięczności w pas się pokłonić Ludzie strapieni i ubodzy nie z tego świata dla was dobrobyt pieśń mą wysyłam, bo nie mam nic więcej czym mógłbym wasze życie osłodzić Synu najświętszy i zwyczajny któryś świtem na horyzoncie ukochaj jak ojca swój świat niemoralny by lśnił razem z Toba jak słońce o matko stęskniona, pogodna otul nasze serca nadzieją po stokroć więcej pokory i dobra w twej twarzy gdy oczy się śmieją o Panie któryś prawdą i pięknem my jesteśmy jak małe dzieci Na wodach wzburzonych bądź nam okrętem i gwiazdą która w ciemności świeci JAK OCALIĆ SWOJE IMIĘ Jak ocalić Swoje imię Jak ocalić Swoje serce By z dziurawej chmury nie kapały krople na nasz dach Jak podzielić dwa uśmiechy myśli schować w tej piosence by nie czepiał się jej dosłowności zaraz cały świat Jak podpalić jedną chwilę Jak pokazać mam że żyję Jak z mokrego drewna wydobyć mogę iskrę na ten świat Jak powstrzymać myśli błogie Jak ocalić słowo człowiek Jak z milczenia wydobyć ciszę która otuli ten świat Jak nie zwątpić w złym momencie biorąc życie na zakręcie które jakby pijane własną drogą sobie szło Jak oswoić myśli szalone Jak ukoić serce zmęczone które szuka spokoju tam gdzie brakuje nam słów OBUDŹ SIĘ Czekam na Cud może zdarzy się i już Na ciemnej drodze rozbłyśnie prawda Zmącone myśli zamienią się w gruz Na rajskim drzewie zakwitnie gwiazda Czekam na Cud, który zdarzy się i już Gdy brat brata pokocha jak siebie Na pociąg życia spóźniłeś się, no cóż Jutro następny przyjedzie po Ciebie Jaki kłamca rozgościł się we mnie Czyje są myśli i słowa Świat jak sen więc obudź się nareszcie Życie to nie knajpa portowa Życie nie knajpa portowa więc obudź się Czekam na znak, może zdarzy się ot tak Gdy rozum w mig odsłoni co trzeba W rozdanej talii nie ma słabych kart Szczypta ziemi i szczypta nieba DAJ MI JEDNĄ CHWILĘ Słowa rzucone przed siebie upadają Myśli utkane z papieru porwał czas Umysły pełne logiki dziś racji nie mają Sensu nie ma życie wśród obumarłych gwiazd Widzieć tylko sercem, nie przystoi Nie przystoi się cieszyć każdym dniem Wlej nadzieje we mnie Ty który się nie boisz Prowadź mnie na jawie i we śnie Daj mi jedną chwilę żeby żyć Daj mi jedną chwilę żeby kochać Tu na ziemi nie rozumie nikt idących po bezdrożach Daj mi jedną chwilę żeby żyć Daj mi jedną chwilę żeby kochać Pozwól widzieć życie jakim jest Bez niepotrzebnych obaw Serce rozdarte na pół już nie boli Umysł oddał ster i zbiera się do wyjścia Świat dorobił się aureoli Oaza spokoju jak bezpieczna przystań Bo tu Widzieć tylko sercem, nie przystoi Nie przystoi się cieszyć każdym dniem Wlej nadzieje we mnie Ty który się nie boisz GDZIE JEST MÓJ DOM Powiedz mi Stróżu Aniele gdzie jest mój Dom, bo tego nie wiem Gdy moje myśli krążą bez sensu Szykować łoże zbolałemu sercu Powiedz Aniele miły Czy będą w nim ludzie gościnni Takim co do szczęścia wystarczy Tylko nad głową dach Powiedz Aniele w pół drogi Który mi dom będzie drogi Czy ten co klamki ma ze złota Czy zapanuje w nim zgoda Proszę Aniele Kochany By bociany go nie omijały I pająki gościły na strychu O taki dom proszę Cię po cichu Powiedz mi Stróżu Aniele Gdzie jest mój dom, o którym nie wiem Ja mam w głowie obraz spod powiek Oczu które w dal niosą mnie Powiedz mi Aniele Stróżu Czy kiedyś buty swe otrę z kurzu I spocznę na mieliźnie marzeń swych TO NIE TAKIE PROSTE MIEĆ PRZYJACIELA Mam nadzieje że się o mnie troszczysz, że się martwisz, że się boisz Gdy wracam do domu zbyt późno W małym oknie lampka stoi Mam nadzieję że Ci wszystko jedno Nie jest kim jestem I chciałabyś śmiać się ze mną razem Trochę częściej To nie takie proste mieć przyjaciela Razem być gdy nie zmienia się nic I w oczy mu spojrzeć gdy sił już nie ma Przez jedno życie wspólnie iść Mam nadzieję że Ci trochę tęskno Trochę przykro trochę smutno Gdy wypływam w świat daleki Starą kruchą łódką I czasem ze wzruszenia łezka Ci spadnie Gdy pewność masz, że zawsze jesteś w czyimś sercu na dnie MODLITWA ZAKOCHANYCH Dla Ciebie serce otwarte Dla Ciebie moment w bezdechu Pytasz Czy jeszcze coś warte Życie utkane z pośpiechu Dla Ciebie moment zazdrości Dla Ciebie chwile wzruszeń Dlaczego jak narkotyk działa Twój spontaniczny uśmiech ? Modlitwo zakochanych płyń jakbyś nie była moją Modlitwo zakochanych wielu różnych par Prośbą nieskończoną prośbą niezmierzoną Ziarenko piasku odnaleźć wśród tysięcy skał Dla Ciebie moment zadumy Dla Ciebie noc w niepogodzie Nie zostawiaj mnie samotnie Na nieznanym lądzie Usiądź koło mnie i powiedz Czemu ziemia przyspiesza Gdy wracamy jak kochankowie Do siebie w miłosnych wierszach ŚWIAT BEZ ZŁA Znasz swoje myśli, znasz je na pamięć Magia słów jak popiół i diament Znasz swój świat miliona spraw Ile złudzeń jeszcze może dać ? Ile tysięcy pomyłek i powstań Ile milionów nieprzebytych rozstań Ile ucieczek w dolinę cienia Ile spraw nie bez znaczenia jest Ja Tobie dam naprawdę To czego chcesz od zawsze Odwagi łyk, nadziei krzyk Ludzkiej duszy jasny błysk Ja Ciebie odnajdę w świecie W którym bawią się dzieci Zostanę w tyle nie dbając o bilet Zostawię złudzenia którymi żyłem Pomaluj mi życie kroplami rosy Niech nie wybuchnie więcej żaden pocisk Świat bez zła jak utopia Stoją ludzie zdziwieni przy oknach swych Niech nam przywróci ostatnią łzę Dobry Bóg który miłosierny jest Niech nas obejmie w swoje ramiona Niech się stanie wola Jego lub wola moja NIEGASNĄCY OGIEŃ Jeszcze tylko napiszę, że tęsknię, napiszę, że czuje Do nieba wyślę słowa piosenki której świat poważnie nie traktuje Jeszcze tylko myśli swoje oprę o niebo By się nie rozrosło w przeciwne strony nasze wspólnie posadzone drzewo Jeszcze za życia stanę sterem Gdy w tłumie mi będzie za ciasno Ten świat nigdy nie był moim celem ani światłem, ani łaską Jeszcze tylko zamilknę w pól słowa Jeszcze świeczkę zapalę na grobie Wielkie w nas myśli, czyny I słowa w sercach niegasnący ogień Jeszcze kwiaty na wiosnę zakwitną Życie będzie tańczącą młoda panną świat pokorną modlitwą Jeszcze krzyżyk powieszę na ścianie Gdzie dziś ukoję skronie zmęczone Czułe na Boskie zawołanie Jeszcze w drogę pójdę gdzie nikt nie będzie mnie czekał Szukać w bezmiarze całego wszechświata kruchego serca człowieka Jeszcze wódkę wypiję na zdrowie Nic cenniejszego nie mam na świecie Jak serca niegasnący ogień MIEJSCE POZA MAPĄ Napiszę piosenkę dla Ciebie za grosze dwa lub trzy W której żyją tylko dwa uśmiechy Tuzin gwiazd i my Napiszę piosenkę że żyję Jeszcze w świata pamięci W której schowane Boże sprawy małe dzieci i wszyscy święci Napiszę piosenkę z ufnością Że idę znów prostą drogą W miejsce które ludzkie palce Na mapie wskazać nie mogą Napiszę piosenkę że tęsknie I życia chyba nie starczy Bym doszedł tam gdzie boski głos Za przewodnika wystarczy Napiszę piosenkę o ludziach Którym tak nie wiele trzeba kilka kwiatów, sto uśmiechów I odrobinę nieba Napiszę piosenkę z ufnością Że idę znów prostą drogą W miejsce które ludzkie palce Na mapie wskazać nie mogą WIERSZ DO BOGA Napisz o sobie krótki wiersz Potrzebny jak kromka chleba O swoich lękach, niepokojach i snach Napisz prosto do nieba Niech go odczyta dobry Bóg Za siwą brodę się chwyci Na ucho poszepcze Ci jak Anioł Stróż Nie bójcie się drogie dzieci To tylko życie melodia prosta Radość tęsknota nadzieja rozpacz Melodia prosta z kilku nut poskładana Przez pokolenia śpiewana Napisz o sobie krótki wiersz Czy gorzej Ci bywa czy lepiej Ile w twym życiu złamanych było serce Ile poskładanych na klej Napisz o sobie słowo proste Z pod poduszki wyszeptane czemu w tym życiu nie nauczyłeś nas Panie kochać pomimo wad i zalet To tylko życie melodia prosta Radość tęsknota nadzieja rozpacz Melodia prosta z kilku nut poskładana Przez pokolenia śpiewana LATARNIK ŻYCIA Mieszkasz gdzieś w odbiciach szklanych jezior Mieszkasz gdzieś na szczytach stromych gór i Na próżno szukać mogę Cię w pacierzu Chociaż czasem lepszych nie znajduję słów Mieszkasz w kwitnących ogrodach mego serca Mieszkasz w ukryciu na wrzosowiskach duszy I życie bez Ciebie jak bez melodii piosenka W którym większej nie znalazłbym katuszy I na próżno Cię szukać w wielkim świecie I na próżno Cię szukać w życia cieniu Ty jesteś latarnikiem życia w ciągłym biegu Kiedy sztorm i nie można dość do celu Mieszkasz gdzieś na progu mego domu Mieszkasz w ciasnych uliczkach moich snów I w ciemności Cię szukać będę po kryjomu Tak długo, aż w płucach braknie tchu Mieszkasz gdzieś za ostatnim drogowskazem Mieszkasz gdzieś gdzie trudno obrać kurs Przewodnikiem moim jesteś za każdym razem Gdy posprzątać muszę życia swego gruz I na próżno Cię szukać w wielkim świecie I na próżno Cię szukać w życia cieniu Ty jesteś latarnikiem życia w ciągłym biegu Kiedy sztorm i nie można dość do celu OBCY Oni tutaj nie znają nas, widzą tylko maski w cieniu ciszy skryjemy się, w ciszy będzie nam raźniej Oni tutaj nie znają nas, widzą tylko dłonie spracowane prawdziwe, grzechem nie przebarwione I tylko nam potrzebne czasem, jedno cieple słowo I tylko nam potrzebny czasem, jeden uśmiech czyjś Więc pójdziemy tą samą drogą, nie udając nikogo Pójdziemy drogą która kręta jest Oni tutaj nie wierzą w nic, My patrzymy w gwiazdy Z gwiazd przyszłość wywróżę Ci, z nimi żyje się łatwiej Oni tutaj nie pragną nas, bo jesteśmy inni Obcy przez niezwykłość, szaleni i dziwni KARTKA Z KALENDARZA Zabiorę Ci jedną kartkę z kalendarza Byś była dłużej ze mną o ten jeden dzień Życzę Ci z całego serca odrobinę więcej szczęścia Szczęścia, każdego dnia Zabiorę Ci kilka kartek z kalendarza Byś była młodsza chociaż o te kilka dni Byś umiała codziennie iść przez życie pewnie Z uśmiechem przez życie iść By nigdy nie brakło Ci powietrza Na krok omijały Cię nieszczęścia Byś brała garściami to co zsyła los Codziennie przez cały rok Zabiorę Ci jedną kartkę z kalendarza By CI dodać wiatru w żagle kiedy śnisz Aby fala Ciebie niosła w kąt odeszła rozpacz I słońce świeciło Ci BUJAJĄC W OBŁOKACH Mówisz wolność Twoja najważniejsza Mówisz wolność chcesz widzieć i czuć Po łące zielonej się snuć – szukać wiersza Nieistotnych nie mówić słów I gapić się na chmury które płyną I na rzekę, która niesie myśl złotą W harmonii ze światem jest zielona koniczyna Jesienny wiatr i górski potok Dokąd Twoja Droga wiedzie Po której stąpasz bezszelestnie Jakby Cię świat w ogóle nie obchodził Życie kruche jak filiżanka Którą łatwo przypadkiem zbić Bujającym w obłokach, trudniej żyć Więc pocałuj się z dziewczyną na środku ulicy Jeśli macie iść swoimi drogami Ona niech szepcze do ucha mu wiersze On niech papierosa dopali I każdy w swoją niech pójdzie stronę poznaną dawno drogą Po horyzont wznosić się szczęścia I spadać ku ziemi na nowo KOLĘDA DLA ZAGUBIONYCH Pod to samo nocą podchodzę okno Pod te same nocą podchodzę drzwi Wiatr gwiżdże niebo płacze, włosy mokną I realny jesteś tylko Ty Pod poduszką trzymam grosze marne Pod poduszką nocy się nie boje Chwyć za rękę pokonamy noce czarne Gdy na świecie zostaniemy we dwoje Nasze sny jak przygasłe ulice Nasze życie jak odbicie cienia Komu mogę ofiarować swe życie Gdy nic więcej nie mam do stracenia I gdy będzie nas dzielić epoka Noce czarne i sny kolorowe Sensem życia ludzkiego szukać Boga Sensem życia chleb dzielić na połowę Światło zgaś – niech wybija północ Serce wznieś na otarcie łez Ja Ci mogę podarować tylko równość Tolerancję miłość życie i śmierć Pod zasłoną nieba i ziemi Pod zasłoną tajemniczych słów Czy możemy coś jeszcze w sobie zmienić Nim nas weźmie w drogę wielki wóz I gdy będzie nas dzielić epoka Noce czarne i sny kolorowe Sensem życia ludzkiego szukać Boga Sensem życia chleb dzielić na połowę PODARUNEK podarować mogę Ci tylko najzwyklejszy uśmiech dnia być dla Ciebie życia chwilką karuzelą dziecięcych lat podarować Ci mogę jedynie to co jeszcze zostało mi serce płomienne, serce niczyje nadzieję na nowy świt podarować mogę Ci ciszę schowaną jak kosmyk trawy i tęsknotę która nie opuszcza mnie jeden dzień lata i wiosny, jeden rok wspomnień beztroskich i wiarę którą odnaleźć chcesz podarować mogę Ci tylko nic nie znaczący potok słów niech w szorstkich pocałunkach umilkną nieme troski naszych ust podarować Ci mogę jedynie to co jeszcze zostało mi serce płomienne, serce niczyje nadzieję na nowy świt DIABLE MÓJ Gdy moje ideały zniszczy ktoś , a ziemia nadal kręcić się będzie Za horyzontem zniknie stały ląd Siwych włosów na głowie przybędzie Doradców stu, wszyscy chłodni jak lód Pragmatyczni i praktyczni Ich dogmaty niech spadają z drzewa mojego jak liście Do góry nogami wisieć chcę i wszystko widzieć prosto Po rozpalonych węglach przejdę choćby boso Diable mój nie bierz steru Kiedy życie równe zeru Kiedy ściąga na południe I wytrzeźwieć coraz trudniej Diable mój nie bierz góry Kiedy serce jak z tektury Dom spokojny za daleko W którym nawet pies nie czeka Kiedy z myśli fermentu nie wynika już nic A zamętu na ulicach w brud i ciężko Ci z tym Głęboki bierz wdech i cześć, naucz się myśleć tak Jakbyś przez jedyną noc, oszukać mógł czas Wejdź na świata szczyt i choćby bolały nogi Jesteś niepowtarzalny, jesteś wyjątkowy TYSIĄCE ZAGUBIONYCH DUSZ W wielkim mieście bez złudzeń żyją ludzie i o cudzie wciąż marzą By ich zająć, wypełnić życie kimś z ludzką twarzą W wielkim mieście bez przerwy, co dzień burza lub nerwy się zdarzą A nadzieja za oknem odpływa jak okręt – umyka nam Tylu samotnych serc nie widział jeszcze świat Jak blisko obok siebie może być tuż Tysiące zagubionych dusz W wielkim mieście jak leci, w parkach bawią się dzieci życie płynie A po między wersami jakoś ciągnie się życie niczyje Raz śmieszne raz dziwne stateczne lub płynne samotne Puść latawiec z napisem ,,czuję, żyję, nie zniknę, nie zmoknę” MÓJ BÓG Czekam na jeden cud może przyjdzie do mnie mój Bóg Opowie o życiu swym i będę go Wielbił, co sił Czekam na jeden znak może przyjdzie do mnie w mych snach Obetrze z czoła pot pobłogosławi mnie on I da mi szansę nadzieję, że spotkamy się u niego w niebie Kiedyś mi otworzy gdy zapukam po przebytej drodze I będę się cieszył, że jest i będę rozmawiał z nim o wszystkim Śmiać się będziemy i tańczyć na wrzosowiskach niebieskich A nawet jeśli nie przyjdzie a nawet jeśli jestem tu sam Czy mogę kogoś uderzyć czy mogę ukraść chodź raz A nawet jeśli nie przyjdzie a nawet jeśli jestem tu sam Nie zabronię nikomu kogo słuchać dzisiaj ma Czym się różnią nasze Bóstwa niech ktoś odpowie mi One żyją tylko dla nas Tylko dla nich żyjemy my I jesteśmy wszyscy różni Tak jak różny jest nasz świat Nie będziemy z nimi lepsi Bez nich będzie płynął czas POD ZASŁONĄ TWYCH POWIEK Jeszcze niebo zapłacze Jeszcze Cię nie zobaczę W miejscu w którym obraz nasz wisi już od lat Ktoś nasz świat zaplanował Ktoś nam drogi pokrzyżował I nie pytał czy nas kiedyś kochał ktoś ? Ja Ci obraz narysuje Ja CI życie uratuje A Ty śmiejesz się ze mnie i oddychasz bezszelestnie Ja Cię wezmę na ręce Ja Cię chwycę za serce A ty śmiejesz się ze mnie w tej piosence Pod zasłoną Twych powiek Bliższym staje się człowiek Który w sercu ma ciche westchnienie Kto nas świata nauczy Kto nas z życia wykluczy W miejscu gdzie nie warto mówić nic WIARA Za Tobą dzień, martwy jest jak cień Przed Tobą też dnia nowego nie będzie Nim się stopisz w proch, nim ustanie szloch W labiryncie życia, spokoju nie przybędzie Przed nami świat, bezduszny jak głaz Troszczyć się o nas nigdy nie przestaje Za nim znikną sny, nim odejdą dni Bądźmy dla siebie, własnego życia rajem Bo ta nasza wiara jaka mądra taka stara Wskazuje na tą chwilę która trwa I w człowieku człowieka płynącego jak rzeka Wyczekuje niczym wschodzącego dnia Wczorajsze dni wiatr omiata jak liście Jutrzejsze to jakby nigdy nie przyszłe Za czekam na Ciebie, zaczekam tuż za rogiem Może dziś staniesz się swoim własnym Bogiem OGIEŃ Jak nie zbłądzić w tej podróży Szczęściem i bólem przepasanej Gdy nas trzyma w ludzkiej skórze Okruch życia niedoskonały Jak za siebie spojrzeć lekko Jak odrzucić myśli wrogie Kiedy jeszcze tli się w duszy Życia niegasnący ogień NIE MAM NIC NA TYM ŚWIECIE Nie mam nic na tym świecie Prócz cienia na ścianie i pióra Prócz myśli na słońcu wypłowiałych Prócz serca w płynących chmurach Nie mam nic na tym świecie Prócz kromki chleba dla brata Prócz nadziej nieutraconej Prócz sumienia jak czysta karta Nie mam nic na tym świecie I niczego mi więcej nie trzeba Prócz wiary w drugiego człowieka I kawałka błękitnego nieba JAK LIŚĆ Tyle w nas dróg nie odkrytych jest jeszcze Tyle ciepłych słów porwał zimny wiatr Na rozstaju dróg stań i w górę wznieś serce Niech usłyszy dobry Bóg, że ktoś serce w górę wzniósł Tyle w nas myśli, pokrytych lśniącym złotem Ile z nich jeszcze odłożyłeś na potem Tyle w nas trosk, zadumy i zwątpienia Czy ktoś wie jak przez życie przejść bez znieczulenia Czy z nim kroczyć masz pod rękę Czy je gonić jak w piosence Czy pod jednym dachem w przyjaźni zbratać się Czy z nim iść równym krokiem Czasem droczyć się pod płotem Czy jak liść na wietrze dać się nieść TYLE NIE PODLANYCH ROŚLIN Tyle nie podlanych roślin Po dwóch biegunach samotności O różnych rośnie porach lata O różnych rośnie porach wiosny Tyle nie podlanych roślin Co wiodą życie samotne Ciche i niewygodne I nie wiele w ich życiu gości Wody słońca namiętności Tyle nie podlanych roślin Tyle jeszcze nie dojrzałych Do wzrastania, do umierania Do zjedzenia łyżki soli Tyle nie podlanych roślin PIĘKNO Nie mieć pieniędzy to skarb Sensu szukać – nadzieja W półmroku błądzić – żart Odejść lub zostać – dylemat Nie wiedzieć nic to grzech Wiedzieć za dużo – kpina Wylewać łzy to nie wstyd Kłamać w amoku – wina Wątpić w oczywiste to skaza Wierzyć na oślep – piekło Kochać pomimo wszystko Niewypowiedziane piękno ZA DARMO Oddychać mi przyszło za darmo Ani grosza oddać nie musiałem Przez życie iść z biała kokardą chociażbym chciał, nie umiałem Marzyć mi było wolno Marzyć o czym tylko chciałem Marzycielom kula w łeb, dłużej tak nie umiałem Kochać mi nie kazano Miłości nikt nie nauczył Stała ukryta za rogiem na dnie człowieczej duszy BŁĄDZENIE Śmiej się bez ładu, skowycz i wij Tak głośno jak nie słyszał świat Gdy na bezdrożu nie znajdziesz nic Prócz trosk, wczorajszego dnia Śmiej się, klaszcz i graj na zwłokę Niech świat się dziwić nie przestaje By nowy dzień odkładać na potem Upadać z utraconym rajem Lecz gdy w półmroku znajdziesz ten Przygasły dźwięk na wpół świadomy Drogę odnajdziesz jak ślepy w mgle Płomień mądrości niewzruszony PRZY KUCHENNYM STOLE Przy kuchennym stole siedzimy dziś weseli nic się wielkiego nie stało nikt się nie ożenił nikt nie wrzeszczy od rana nikomu nie zginęły klucze w łazience rura zapchana takie zwykłe życie talerz po rosole brudny przysiadła więc mucha tak mało jest dni gdy umiemy się słuchać OD CZŁOWIEKA NIE ODWRACAJ SIĘ Choćbyś nawet twardszy był od skały Choćbyś sumienia nie miał już I choćbyś rozdarł zabliźnione rany Siłę waż wykrzyczanych słów Bo każdy z nas taki sam wózek pcha Lecz każdy pod inną górę I choćbyś na tej górze już istnieć przestał Człowiek zawsze poda rękę Ci Choćbyś nawet szybszy był od wiatru Choćbyś burzy nie bał się I nie zachwycał Cię klucz lecących ptaków Od człowieka nie odwracaj się ZOSTAŃ JESZCZE PRZEZ CHWILE Zostań jeszcze przez chwilę Przez chwilę krótszą niż noc Zostań niech troski rozwieje wiatr Zostań zaufaj chodź raz A księżyc niech błyszczy daleko Z dala wpatrując się w nas On widział już tysiące par w których ogień już zgasł Zostań Czy jeszcze nie widzisz o co idzie ta gra ? Zostań, a może się wstydzisz ? odkryć przede mną swój świat Zostań jeszcze przez chwilę niech zadrżą ciała i cienie Gdy mnie wspomnisz za parę lat nie jedna spadnie Ci łza ROZSTANIE nie przekupisz mnie groszem ani zaplecionym warkoczem ani papierosem złamanym ani głosem z daleka wołanym ani czekoladą słodką ani żołądkową gorzką ani polnym kwiatem dłużej tak nie umiałem odszedłem nie do innej lecz do siebie samego wczesnym latem BURSZTYNOWA Bursztynowa dziewczyno nie przytulaj mnie bo cóż świat wart jest bez Ciebie noce spędzone pod wrzosowym niebem nie mów nic zaśnijmy bez siebie Bursztynowa komnato kusisz pięknem gdy czoło mokre od pracy w zenicie i tak chciałbym chodź w łyżce zanurzyć się gdy los czarcie odsłania oblicze Rzućmy się w przepaść wolności zróbmy to ostatni raz Dzisiaj wszystko wolno nam ! Dzisiaj wszystko wolno nam ! właśnie nam Niech porwie nas wir namiętności Tajemnicę Twą chcę znać Dzisiaj wszystko wolno nam ! Dzisiaj wszystko wolno nam ! Tylko nam Bursztynowa kochanko oklasków nie dość mi Pokaż im gdzie jest miejsce nasze Stoję co noc u progu Twych drzwi Nie wyjdę gdy Cię nie zobaczę Bursztynowa wariatko na rozstaju dróg przy kapliczce w pół drogi się kłaniasz O Bogini zdradź mi tajemnicę bez słów Czy o przyszłość jeszcze warto się starać WIEŻA BABEL Czasem śnisz o niepoznanych swych drogach I szukać Boga niespokojnie chcesz W rytmie drżącego serca podążasz po drogach z których dobro i zło wywodzi się Czasem szukać pragniesz w Boskim bezmiarze I w tęsknocie Ducha chcesz być jak On Godziny ustawiać na wszechświata zegarze I wykreślać palcem życia ląd Lecz jesteś jak dziecko które czuję i potrzebuję Zostać najważniejszym z bijących serc Jesteś jak dziecko które czuję, kocha, pragnie i wie Że zbudować wierzy Babel nie da się Czasem żyjesz nadzieją bez słów Otwartym ramionom nie chcesz zwierzać się Proroczych słuchać gadających głów I cichego serca nie da się Czasem drażnisz otępiałe życiem zmysły Garściami chwytając utopijny sen Inspiracji szukasz w świecie tanim i płytkim Czy wierzysz w coś jeszcze? Czy już nie? DAJ MI JEDNĄ CHWILĘ Słowa rzucone przed siebie upadają Myśli utkane z papieru porwał czas Umysły pełne logiki dziś racji nie mają Sensu nie ma życie wśród obumarłych gwiazd Widzieć tylko sercem, nie przystoi Nie przystoi się cieszyć każdym dniem Wlej nadzieje we mnie Ty który się nie boisz Prowadź mnie na jawie i we śnie Daj mi jedną chwilę żeby żyć Daj mi jedną chwilę żeby kochać Tu na ziemi nie rozumie nikt idących po bezdrożach Daj mi jedną chwilę żeby żyć Daj mi jedną chwilę żeby kochać Pozwól widzieć życie jakim jest Bez niepotrzebnych obaw Serce rozdarte na pół już nie boli Umysł oddał ster i zbiera się do wyjścia Świat dorobił się aureoli Oaza spokoju jak bezpieczna przystań Bo tu Widzieć tylko sercem, nie przystoi Nie przystoi się cieszyć każdym dniem Wlej nadzieje we mnie Ty który się nie boisz Prowadź mnie na jawie i we śnie NOWY ŚWIAT Stare drogi zostawiam za soba Stare myśli rozwiewa mi wiatr Serca ludziom po stokroć ubyło Jakby jutro miał się skończyć świat Wszystkie drogi prowadza w jedna stronę tam gdzie sensu nabiera nowy świat nic nie znaczy słowo koniec nic nie znaczy upływ lat A ja chciałbym byc tylko tą chwilą bez iluzji głodu strachu I wojny w ktorej ludzie naprawdę zyją w której człowiek, od zawsze spokojny prostą droga isć przez zycie dobro odróżniac od zła rodzic sie I umierać w zachywcie mieć tyle zalet ile wad do stracenia nie mam już nic bo oddac mogę Ci wszystko kiedy chmur na niebie ubywa kiedy czuję Ciebie blisko Przejdź do zawartości Deklaracja dostępnościKalendarium imprezBiletyWspółpraca Strona głównaAktualności SportKulturaW dzielnicachPuls JaworznaWydarzeniaKalendarium imprezSport 2. liga siatkówkiSekcje sportowe MCKiSWyniki drużyn MCKiS JaworznoSportowe wydarzenia cykliczneObiekty sportoweKalendarium imprez sportowychLodowiskoKorty ziemneKultura Dom Kultury i Kluby MCKiSKulturalne wydarzenia cykliczneKalendarium imprezZespoły ŚpiewaczeProjekty kulturalnePuls JaworznaKontakt i informacje O nasPolityka prywatnościOferty i cennikiRegulamin sprzedaży biletówKalendarium imprezBiuletyn Informacji Publicznej Spełniam swoje marzenia GrubSon – producent, raper, wokalista, który wystąpił podczas Dni Jaworzna, dając energetyczny koncert. Muzyką hip-hop zainteresował się już jako kilkulatek. Współpracował z wieloma gwiazdami i grupami rapowymi. Tworzy muzykę, pisze teksty, ale przede wszystkim spełnia swoje marzenia. Na koncertach jesteś przedstawiany jako GrubSon. Tak naprawdę nazywasz się Tomasz Iwanca. Ale pojawiają się też pseudonimy: Gruby, Twardykark. Co znaczy GrubSon? Z tym pseudonimem „Twardykark” to też jest ciekawa historia. Zanim Tomasz Iwanca został GrubSonem, to był DJ-em Twardykark. Tworzyłem wtedy muzykę ruffneck – połączenie reaggae i rapu. Grałem imprezy didżejskie i bardzo się wczuwałem w to, co robiłem, ruszając głową. A czemu GrubSon? Wyszło to od mojego brata. Chłopaki z osiedla nazywali mnie „Gruby”, wielu z nas miało wtedy taką ksywę i, żeby się nie myliło, mój brat, który wtedy wrócił z Anglii, wymyślił GrubSon, abym się odróżniał. I tak już zostało. Zainteresowałeś się muzyką za sprawą brata. Rozwiń ten wątek. Jak to było? Nagle poczułeś, że musisz tworzyć muzykę, czy brat cię powoli wdrażał? Pytam, bo miałeś wtedy 10 lat. Od samego początku, odkąd pamiętam, interesowałem się muzyką. Pierwszy teledysk, czarno-biały klip, jaki widziałem, brat nagrał na kasetę VHS. Korzystał wtedy z pierwszych programów telewizji kablowej sąsiadów czy rodziny. Był to program „Yo! MTV Raps”. Miałem wtedy 5 czy 6 lat, więc tak naprawdę, już wtedy muzyka pojawiła się w moim życiu. Brat był didżejem, moi rodzice też słuchali muzyki, tata grał na akordeonie, harmonijce. Gdzieś się ciągle ta muzyka pojawiała. Mam trzech starszych braci, każdy z nich słuchał innej muzyki. Od samego początku nie zamykałem się na żadne gatunki. Zainteresowałem się hip-hopem, bo był mi bliższy, wyrażał bunt. Wychowywałem się w dzielnicy, gdzie nie było ciekawie. Mieliśmy swoją piwnicę, miejsce kreatywnych spotkań, do wymyślania tekstów. Pokahontaz, EastWest Rockers, Jamal, Rahim…Współpracowałeś z wieloma grupami rapowymi czy solistami. Czy któryś z nich wpłynął na twoją karierę w jakiś szczególny sposób? Każdy miał jakiś wpływ, wychowywałem się na ich muzyce. Później, miałem okazję pracować z nimi. Gdzieś spotykaliśmy się na różnych imprezach, więc cały czas mieliśmy ze sobą kontakt. Potrafiłem ich przekonać, abyśmy ze sobą coś nagrali. Tak naprawdę spełniałem wtedy swoje marzenia, zresztą do tej pory to czynię. No to porozmawiajmy o tych marzeniach. Pierwszy album, nielegalny, „ wyprodukowany w 2003 roku był przełomem w twojej karierze muzycznej. Czy to było tylko takie młodzieńcze marzenie? Tak, ten album w całości powstał dzięki naszej pracy. Cały nagrałem w warunkach domowych, pokój przekształcony na studio, drukowany po znajomości, wszystko sam robiłem, nie miałem wtedy dostępu do sprzętu, do wytwórni. Wysyłałem swoje demo do różnych wytwórni, rozdawałem ludziom. Dzięki poczcie pantoflowej dużo ludzi poznawało moją muzykę. Jeździłem też po całej Polsce i grałem imprezy didżejskie, więc automatycznie puszczałem swoje pierwsze kawałki. Bardzo dużo jeździłem od miasta do miasta i w ten sposób się reklamowałem, więc kiedy po 6 latach wydałem album poprzez wytwórnię, tak naprawdę niektórzy znali już moje kawałki. Wtedy na świecie królowała muzyka hiphopowa, która przeżywała „złoty wiek”. Czy któryś z ówczesnych muzyków cię inspirował? Mnóstwo. Tak naprawdę słuchałem wtedy tylko zagranicznego hip-hopu. Jak się przekonałem, że można to robić po polsku, zacząłem sam się w to bawić. Słuchałem mnóstwo muzyki, przeglądałem zagraniczne magazyny hiphopowe – pierwszy to był „Klan”, śledziłem na bieżąco nowości z rynku muzycznego, próbowałem w domu coś sobie tworzyć. Hip-hop to przede wszystkim flow, który definiuje się jako „rytmy i rymy” i to, jak wpływają one na siebie nawzajem w obrębie utworu. Co cię takiego fascynuje w tym stylu muzycznym – ta sfera tekstowa czy muzyka? I to, i to. Bardzo ważne są liryka i muzyka. Tak naprawdę rap powstał, zapoczątkowany przez kulturę afroamerykańskiej młodzieży, gdy śpiewano do zapętlonych tekstów. Byłem w USA i udało mi się spotkać z kilkoma legendarnymi hip-hopowcami, poznać korzenie tego gatunku. Poznałem np. DJ-a Kul Hercka – człowieka, który wypromował hip-hop w Stanach, a przywiózł go z Jamajki, był na naszym koncercie. Na takim hip-hopie zostałem wychowany, gdzie teksty są bardzo ważne, są szczere, prawdziwe, ludzie od razu by dostrzegli, że nieszczerze mówię. U mnie zawsze jest pierwsza melodia i temat muzyczny, a potem słowa. Teksty hip-hopowe nacechowane są emocjami, ekspresją, czy ty chcesz coś przekazać za pomocą tej swoistej poezji? Od zawsze czułem się połączony z ludźmi. Mam świadomość, że mam wpływ i mam szansę coś przekazać, więc chcę, żeby to było jak najlepsze słowo. Można bawić się słowem, ale są ważne tematy, które my, jako artyści, powinniśmy podejmować i mówić ludziom, co się dzieje, dlatego muszę być w tym szczery. Piszę je pod wpływem emocji, doświadczenia, często je poprawiam, zmieniam, ale sens pozostaje taki sam. Zawsze lubiłem pisać, w szkole język polski nie sprawiał mi problemów. Utwór „Na szczycie” dwa lata temu osiągnął imponujący wynik – 100 mln wyświetleń w serwisie YouTube. Ta piosenka to przede wszystkim mocne, poruszające i uniwersalne słowa. “Jestem tego pewny, w głębi duszy o tym wiem/ Że gdzieś na szczycie góry, wszyscy razem spotkamy się / Mimo świata który, kocha i rani nas dzień w dzień / Gdzieś na szczycie góry, wszyscy razem spotkamy się”. Miałeś 23 lata, gdy pisałeś te słowa…naprawdę myślałeś wtedy o przemijaniu, kruchości życia… To wszystko było spowodowane wypadkiem moich przyjaciół. Jeden miał wypadek motocyklowy – nie z jego winy, zderzenie z samochodem. Drugi przyjaciel dostał ataku padaczki podczas snu i udusił się poduszką. To było w przeciągu kilku miesięcy. Straciłem kolegę, z którym bardzo dobrze się znałem, współpracowaliśmy ze sobą. Jeszcze przed wypadkiem robiłem mu bramę, gdy się żenił. Zostawił żonę w ciąży. Nie mogłem sobie wyobrazić, jak ona to przeżywa. To było dla mnie tak głębokie i trudne. Dotarło do mnie, jak kruche jest nasze życie, ilu takich ludzi cierpi na świecie, gdy tracą kogoś bliskiego. Poradziłem sobie z tym bólem, traumą, pisząc te właśnie słowa. To już rozumiem, skąd u ciebie taki bunt, niepogodzenie się z tą śmiercią “Aniele śmierci proszę powiedz mi / Czemu w stosunku do nas jesteś obojętny Najlepsze są dla ciebie młode ofiary”. Ale są i budujące treści “Ramię w ramię nawzajem siebie wspierać / Rodzimy się by żyć, żyjemy by umierać”. Tak to wtedy widziałem, to był sposób, aby poradzić sobie z emocjami. Zresztą są to bardzo uniwersalne słowa i szczere. Czego prywatnie słucha GrubSon? Wszystkiego, od folku afrykańskiego po jazz. Od dziecka ciągnęło mnie do tego typu muzyki. Miałem okazję wystąpić z ukraińskim zespołem DakhaBrakha i to było niesamowite, gdy śpiewaliśmy na głosy piosenkę „Na szczycie”. Łączenie gatunków, to jest najpiękniejsze, co może być. Wyobraźmy sobie, że mamy do dyspozycji kuchnie całego świata, a gotujemy cały czas rosół. Lepiej smakować inne potrawy i łączyć je. Nie jest sztuką wrzucić wszystko do jednego gara, ale łączyć je tak, aby smakowały, były wykwintne. No właśnie, dowodem tej mieszanki stylów jest ostatnia płyta „AKUSTYCZ(NIE)ZUPEŁNIE”. W jakim kierunku pójdzie GrubSon? Będziesz odchodzić od czystego hip-hopu? Tego sam GrubSon nie wie, to zawsze przychodzi z czasem. Pracując nad ostatnią płytą z Kubą Mitorajem, planowaliśmy zrobić akustyczny album, jednak okazało się, że niezupełnie tak wyszło, stąd też przewrotny tytuł AKUSTYCZ(NIE)ZUPEŁNIE. Bardzo brakowało nam grania akustycznego, a jednocześnie ciągnęło nas do elektroniki i innych zakątków świata muzycznego. Tak, jak wcześniej wspomniałem, to jest piękne łączyć gatunki. Dziękuję za rozmowę. Ewa Szpak Podziel się tą informacją ze znajomymi: Podobne wpisy Page load link

aniele śmierci proszę powiedz mi tekst